Zawód z pasją – właściciel gospodarstwa rolnego, konstruktor maszyn i urządzeńOpłaca się wybrać studia na kierunku technika rolnicza i leśna na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Absolwent tego kierunku pracujący w gospodarstwie rolnym może mieć dochody kilkukrotnie wyższe od swego rówieśnika bez studiów – mówi Stanisław Winiarz, absolwent Wydziału Przyrodniczo-Technicznego dolnośląskiej uczelni.

Ukończył Pan studia na Wydziale Przyrodniczo-Technicznym Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu już ponad 20 lat temu. W polskim rolnictwie i w szkolnictwie wyższym to już zupełnie inna epoka. Z jednej strony na polską wieś płyną miliony euro dotacji i ich przyznawanie nie zależy od poziomu wykształcenia. Z drugiej strony absolwenci techników po egzaminach zawodowych mają fach w ręku. Po co młody człowiek dzisiaj ma studiować TRiL czyli technikę rolniczą i leśną?

Sam się nad tym zastanawiam, bo za jakieś dziesięć lat dwóch moich dwóch synów będzie kończyć szkołę ponadgimnazjalną. To zawsze jest trudny wybór dla młodych ludzi wywodzących się ze wsi, którzy mają odziedziczyć gospodarstwo rolne. Chęć powrotu do domu i zarabiania pieniędzy jest przecież naturalna. Sam miałem takie pokusy. Skończyłem bardzo dobre technikum mechanizacji rolnictwa Wrocław Pracze. Mi też się wtedy wydawało, że może wystarczy tej nauki. W ciągu pięciu lat szkoły średniej otrzymałem przecież bardzo porządne wykształcenie techniczne. Wiedziałem jak ustawić maszyny rolnicze, jak wykonać bieżące naprawy. Kuni-mini mogły wydawać się zbędne. Mój tato namawiał mnie, żebym sobie darował studia. Przepisał na mnie gospodarstwo i wyczekiwał, aż wejdę na jego miejsce. Zaczął wtedy chorować i łatwiej byłoby, gdybym rzucił uczelnię. Dzisiaj wiem, że wybierając studia zrobiłem dobry krok.

Co Panu dało studiowanie Techniki rolniczej i leśnej jako osobie prowadzącej gospodarstwo rolne?

Jestem zupełnie w innym miejscu życia. Kuni-mini poszerzyły mi spojrzenie na świat, pokazały nowe możliwości i nauczyły przedsiębiorczości. Myślenia o tym, żeby się rozwijać. Mój ojciec miał gospodarstwo rolne u stóp Góry Ślęży o powierzchni 16 hektarów. Utrzymywał się z produkcji mieszanej – hodowli zwierząt i uprawy roli. Mieliśmy krowy mleczne i uprawialiśmy rzepak, pszenicę, buraki, ziemniaki nasienne. Po 20 latach od ukończenia studiów nie prowadzę hodowli. Nastawiłem się na masową produkcję roślinną. Uprawiam buraki i takie zboża jak kukurydza i pszenica. Zrezygnowaliśmy z tak powszechnych w Polsce upraw, jak rzepak i ziemniaki. Dzięki specjalizacji zostałem ważnym dostawcą dla międzynarodowego koncernu Cargill. Mam około 160 hektarów własnego gospodarstwa rolnego i dzierżawię dodatkowo około 50 hektarów ziemi od Agencji Rynku Rolnego. Pewnie miałbym więcej ziemi, gdyby nie położenie mojego gospodarstwa. Leży w atrakcyjnym krajobrazowo terenie, że jeśli na rynku pojawia się do kupienia jakaś ziemia, to zwykle w cenach developerskich – do przekształcenia na działki budowlane.

A jeśli by Pan poprzestał na technikum?

Pewnie miałbym nadal 16 hektarów ojcowizny, tyle ile wynosi oficjalnie na Dolnym Śląsku średnia wielkość gospodarstwa. Ale taka powierzchnia nie wystarczy, żeby utrzymywać się z samego rolnictwa. Chyba, że tak jak jeden z moich sąsiadów wyspecjalizowałbym się w owocach miękkich,.Wtedy wystarczy nawet i półtora hektara. Jeśli chciałbym uprawiać ziemię, to przy gruntach kilkunastohektarowych musiałbym szukać zajęcia dodatkowego poza rolnictwem. Albo sprzedać gospodarstwo i wyprowadzić się do miasta.

Dla wielu młodych ludzi taka perspektywa byłaby chyba dość kusząca? Zostawić „gospodarkę" i przeprowadzić się do miasta. Czy to nie brzmi fajnie?

Może brzmiało to interesująco jeszcze 15 lat temu, kiedy wieś bywała synonimem obciachu, a miasto możliwości rozwoju. Teraz wiejskie pochodzenie jest często powodem do zadowolenia z sytuacji materialnej, a miejskie rodziny mają coraz większy problem z zarobkami i stabilnością zatrudnienia. Wieś polska więc nie starzeje się, a młodnieje. Jak podaje Eurostat - mamy w kraju największy odsetek właścicieli gospodarstw rolnych poniżej 40 lat. I co ważne – młodzi rolnicy chętnie się uczą. Już co dziesiąty gospodarz posiadający powyżej 15 ha ma wykształcenie wyższe. Nic dziwnego. Nie będąc jakimś potentatem rolnym, a raczej średniakiem, mogę sobie pozwolić na to, żeby moja żona nie musiała pracować. Oficjalnie szacuje się, że średni dochód netto na rodzinę rolniczą wynosi 7,5 tysiąca złotych. A przypomnę, że za zamożną rodzinę w naszym kraju uznaje się taką, gdzie dochód netto przekracza 7000 zł netto. A gospodarstwo rolne prowadzone przez osobę z wyższym wykształceniem jest osiem do dziesięciu razy wydajniejsze od podobnego gospodarstwa prowadzonego przez rolnika z wykształceniem podstawowym. Tak wynika z analiz Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk. Ile rodzin miejskich ma podobny dochód? Zmienił się też standard życia na wsi. Teraz już 82% rolników korzysta na przykład z Internetu, a rozwój infrastruktury drogowej skrócił drogę do takich miejskich atrakcji jak multipleks czy galeria handlowa.

Właściciel albo przyszły właściciel gospodarstwa rolnego może wybrać różne studia związane z rolnictwem, niekoniecznie technikę rolniczą i leśną. Na samym Wydziale Przyrodniczo-Technicznym Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu można studiować 11 kierunków studiów, w tym rolnictwo i agrobiznes. Dla kogo jest TRiL?

Dla takiego młodego człowieka, jakim byłem kiedyś. Czyli dla takiego, który myśli o studiach technicznych. Mnie zawsze ciągnęło do technologii przemysłowych. Interesowałem się nie tylko jak jakiś mechanizm czy maszyna działa, ale i dlaczego działa. Nie zawiodłem się wybierając swój kierunek studiów. Kiedy studiowałem na WP-T UPWr 20 lat temu, nazwa tego programu studiów brzmiała bardziej wprost niż TRiL. Nazywany był mechanizacją rolnictwa. O to w tych studiach chodzi – o poznawanie nowoczesnych technologii, poprawiających wydajność i komfort pracy w gospodarstwie rolnym. A są to technologie porównywalny np. z przemysłem samochodowym, ale jeszcze bardziej wymagające. Elektroniczne systemy sterowania są tutaj standardem. Systemy pneumatyki i hydrauliki muszą być odporne na nieoczekiwane obciążenia. Jeśli zatem ktoś rozważa taką uczelnię jak Politechnika Wrocławska, to powinien zainteresować się też studiowaniem TRiL-u na Uniwersytecie Przyrodniczym.

Co zadecydowało, że wybrał Pan studia na WP-T UWr?

W technikum mechanizacji rolnictwa byłem dobrym uczniem. W czwartej i piątej klasie znalazłem się w krajowej czołówce najlepszych laureatów na olimpiadzie organizowanej przez Ministerstwo Rolnictwa. Miałem wolny wstęp na dowolną uczelnię prowadzącą kierunki rolnicze. Rozpatrywałem dwie uczelnie: Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie oraz ówczesną Akademię Rolniczą we Wrocławiu. Obie miały bardzo dobry program studiów technicznych użytecznych w branży rolnej. Nie wiedziałem na którą się zdecydować. Zadecydowały względy rodzinne, chciałem być bliżej taty chorującego po zawale serca. Okazało się, że to był bardzo dobry wybór. Program studiów jest na tej uczelni bardzo mocno praktyczny, co mi odpowiadało. A przy tym wykładowcy są bardzo przychylni studentom. Dlatego dzisiaj miło wspominam nawet takie „kobyły" jak egzamin z techniki cieplnej. Niczego nie było widać na pierwszy rzut oka, wszystko trzeba było wyliczyć. Myślałem, że nie dam rady. Jednak zdałem i ten egzamin.

Czy dzisiaj studia techniczne przydają się Panu w prowadzeniu gospodarstwa rolnego?

Nowoczesne technologie tak bardzo są dzisiaj zaawansowane, że bez komputera z fachowym sprzętem i wykwalifikowanym personelem trudno dzisiaj nawet serwisować maszyny i pojazdy rolnicze. Era klucza płaskiego i nasadkowego się skończyła. Zanim ich się użyje, trzeba podłączyć sprzęt diagnostyczny. Korzystam więc z usług serwisów, w których także znaleźć pracę mogą absolwenci TRiL. Mam dość spory park maszynowy, co pewnie też wynika z moich zainteresowań technicznych. Używam dwóch ciągników Dutz-Far po 170 KM i 120 KM. Mam też dwa mniejsze – Zetor o mocy ok 50 KM i Landini – ok 90 KM. Używam również szwedzkiego siewnika do uprawy uproszczonej Väderstad oraz zestawów maszyn uprawowych, jak pługi.

Podobno na samym używaniu Pan nie poprzestaje?

No tak, często przerabiam maszyny i urządzenia korzystając z wiedzy wyniesionej ze studiów. Zwykle czekam do zakończenia gwarancji, ale jeśli coś od początku źle się sprawuje – to przebudowuję od razu. Zdarza się, że od podstaw projektuję i buduję infrastrukturę gospodarstwa. Wykonałem np. zbiornik spedycyjny ważący od razu nasypane do niego zboże. Ze zwykłego zbiornika operacja przesypania ziarna do samochodu ciężarowego zajmuje dwie godziny. I tyle czeka jego kierowca. U mnie załadunek odbywa się w dziesięć minut. Kiedy więc ktoś mnie pyta, czy warto było pójść na studia na WP-T UPWr, to pokazuję mu mój silos.

Nad czym Pan teraz pracuje?

Właśnie skonstruowałem rozsiewacz do nawożenia wgłębnego. Na razie czeka gotowy na „jazdę testową". Jednak nie obawiam się niespodzianek. Będzie działało i to będzie działało naprawdę przyzwoicie. Właśnie takie kwalifikacje można zdobyć podczas studiowania techniki rolniczej i leśnej.

Będzie Pan namawiał synów do studiowania TRiL?

Na pewno będę namawiał do studiów. A czy TRiL? Nie wiem, czy będą mieli smykałkę techniczną. Bo najważniejsze, żeby studiować to, co się lubi. Niezależnie od tego czy mieszka się na wsi czy w mieście.

Komentarze obsługiwane przez CComment