E-learning - jeśli uczelnia go stosuje, zapewne zauważyła, że wiek parowozów i telegrafu już jakiś czas temu minął.
Egzamin zerowy „przedtermin” - potrzebny, jeśli chcesz się wykazać, jesteś pasjonatem przedmiotu lub masz w sesji zatrzęsienie egzaminów i próbujesz je sensownie rozłożyć w czasie. Umawiasz się z egzaminatorem indywidualnie, ale wcześniej musisz dostać zaliczenie.
Egzamin poprawkowy - inaczej „drugi termin”. Coraz częściej oznacza pojawienie się dodatkowych kosztów. Na pewno oznacza stratę czasu, który można by wykorzystać np. na życie studenckie. Jeśli się zdarzy - nie ma zmartwienia. Niektórzy wykładowcy nawet nie wpisują dwójki i odsyłają na „dopytkę” w innym terminie. Na przygotowanie do poprawki student ma co najmniej siedem dni, ale czasami lepszym wyjściem jest kampania wrześniowa.
Egzamin komisyjny - termin opisujący zderzenie mrówki z czołgiem. Oznacza, że egzaminator już dwa razy uznał Cię za głąba - podczas normalnego egzaminu i poprawki, a Ty nieśmiało kwestionujesz wyrok. Inaczej - ostatnia deska ratunku, żeby nie wylecieć ze studiów. Są jednak wykładowcy, którzy „komis” traktują jako „trzeci termin”. Lepiej wiedzieć to zawczasu. Co ważne - w komisji jest także obecny „obserwator” (np. przedstawiciel samorządu studenckiego).

Egzamin - ustny lub pisemny, inaczej - sądny dzień. Trąbią anioły z mieczami w dłoniach, oddzielane jest ziarno od plew i występują rzeki z brzegów. Oznacza, że zaliczone są już wszystkie ćwiczenia, konwersatoria i wykłady. Życzymy szczęścia, bo przecież obkutą na blachę wiedzę na pewno będziesz mieć w głowie.
ECTS (European Credit Transfer System) - inaczej Europejski System Transferu Punktów. Każde zaliczone zajęcia, prace, zaliczenia czy egzamin z danego przedmiotu to określona pula punktów ECTS. Jeden rok nauki na studiach w Polsce to zwykle 60 punktów ECTS. Kiedy się przyda? Jeśli jedziesz na wymianę zagraniczną do innego kraju, żeby nie stracić roku na własnej uczelni w systemie Socrates-Erasmus.
Dzień rektorski - szef wszystkich szefów zarządził wolne, kierując się wytycznymi ze szklanej kuli. 

Dziekanat - takie uczelniane biuro obsługi klienta. Zwykle pracują w nich „panie z dziekanatu”, które powinny życzliwie pomagać we wszystkim studentom, ale nie wszystkie jeszcze o tym wiedzą. Tutaj odbierzesz legitymację studenta i indeks, który składasz po każdej sesji egzaminacyjnej, przynosisz wnioski o stypendia czy egzamin poprawkowy. No i na pomyślnym finiszu - odbierzesz dyplom.

Dziekan - na niektórych wydziałach jest dla studentów jak yeti. Podobno gdzieś ktoś go widział, ale dowodów na to brakuje. Zresztą podczas studiów kontakt z nim będzie Ci potrzebny tylko w przypadku większych kłopotów. Na co dzień powinien wystarczyć kontakt z „paniami w dziekanacie” lub prodziekanami.
Dyplom - licencjata, inżyniera lub magistra. Parę lat później - może także doktora. Od Ciebie zależy, czy będzie przez kolejne lata leżał zakurzony w szufladzie, czy wpisany do CV będzie atutem w szukaniu dobrej i ciekawej pracy. Wybierz kierunek i uczelnię z głową, wtedy dokument z godłem na okładce będzie świetną lekturą dla przyszłego pracodawcy.
Drzwi otwarte (dni otwarte) - sposób na sprawdzenie, czy piękne obrazy roztaczane przed maturzystami w reklamach uczelni są realistyczne, czy może to czysta abstrakcja. Rusz cztery litery i pojedź na drzwi otwarte. Poznasz nie tylko swoich przyszłych „dręczycieli” - władze i wykładowców, ale i „ofiary” - studentów starszych lat. To okazja, aby złapać kontakt, który wykorzystasz zapisując się na zajęcia, jeśli wybierzesz akurat tę uczelnię i Cię przyjmą. Informacje o drzwiach otwartych - na naszym portalu kuni-mini.ru/drzwiotwarte.
Doktor - nie lekarz, chyba że startujesz na kierunek medyczny. Stopień naukowy - jego właściciel będzie prowadził ćwiczenia lub wykłady. Może zostać Twoim opiekunem pracy licencjakiej lub inżynierskiej. Kiedyś o studia doktoranckie walczyli tylko best of the best i jednym z wymogów było prowadzenie zajęć dla studentów. Teraz możesz zdobyć tytuł eksternistycznie już za pięć lub sześć lat - po zdobyciu tytułu magistra.
Ćwiczenia - rodzaj zajęć, na których nawet jeśli nie chcesz się uczyć - nie schowasz się w ostatnim rzędzie czytając gazetę lub serfując na smartfonie. Grupa jest mała, a prowadzący zdeterminowany do sondowania poziomu przygotowania się do zajęć i aktywności studentów. Jeśli nie dostaniesz zaliczenia - nie podejdziesz do egzaminu i arivederci studiowanie.
Czesne - płaci je każdy w swoich podatkach. Na uczelniach niepublicznych oraz na uczelniach publicznych w systemie niestacjonarnym student płaci więc podwójnie.
Boloński system - tyle ma wspólnego z makaronem po bolońsku, że nieźle można się zakręcić przechodząc przez studia trójstopniowe.
Biret - trochę dziwna czapka, „od wielkiego dzwonu” pojawia się na głowie doktora lub profesora.
Asystent - zwykle magister lub doktor, który nie ma samodzielności w prowadzeniu badań naukowych, ale ma wystarczającą samodzielność, aby w razie czego nie dać Ci zaliczenia.
Akredytacja - to hasło powinno Cię zainteresować tylko jeśli przeczytasz gdzieś, że Twoja uczelnia ją straciła dla danego kierunku studiów. Oznaczać to będzie szlaban nałożony za kiepską jakość kształcenia przez Polską Komisję Akredytacyjną (PKA) oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Akademik - miejsce żerowania, wypoczynku i rozrywek wszelakich dla populacji studentów zamiejscowych. Kiedyś miejsce upragnione ze względu na niski czynsz i mnóstwo chętnych do zamieszkania. Gorzej było z jakością mieszkania, bo pokoje przypominały muzeum wnętrz powojennych. Obecnie wiele uczelni wyremontowało domy studentów, część z nich podniosła opłaty za akademik i straciły one wiele z legendarnego uroku. No i nie zapomnij, że akademik to część uczelni, gdzie „oszszszywiścieee” obowiązuje zakaz spożywania alkoholu. Zobacz: walet.
Alkohol - hasło, które na pewno nie powinno znaleźć się w minisłowniczku dla przyszłego studenta. Zobacz: akademik, juwenalia, otrzęsiny, życie studenckie.