Magister (mgr) – oznacza tylko, że po studiach licencjackich lub inżynierskich skończyłeś studia drugiego stopnia. Ewentualnie jednolite magistetrskie - takie jak farmacja, medycyjna czy prawo. Jeśli więc tytuł „mgr" pojawia się poza uczelnią na wizytówce, to zwykle jeje właściciel nie zdązył dobrze otrząsnąć butów ze słomy. Na uczelni oznacza zwykle, że włąściciel tych trzech literek rozpoczął mozolne starania o biret.

Lektorat – jeden z ważniejszych powodów, dla których powstało niniejsze zestawienie. Autor słowniczka podejrzewa, że gdyby na uczelni zaczęto mówić po prostu „zajęcia z języka obcego” lub „kurs języka obcego” - zamiast „lektorat”, konsekwencje byłyby nieprzewidywalne. Może nawet pojawiłaby się głęboka rysa na jednym z wiekowych gmachów Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Legitymacja studencka – wpisz sobie do kalendarza albo komórki daty aktualizacji. Bez ważnej “legitki” możesz zapłacić mandat jadąc tramwajem z biletem ulgowym i nie kupić taniej biletu na PKP czy do kina albo dyskoteki. Czasami jest to już elektroniczna karta zawierająca także np. indeks.
Laboratorium - zwykle zajęcia podczas studiów inżynierskich. Studenci występują w roli zwierząt laboratoryjnych, a wykładowca prowadzi doświadczenia związane z szybkością przyswajanej wiedzy. Jeśli je przeżyjesz - dostaniesz zaliczenie.

Krajowe Ramy Kwalifikacji (KRK) - nie mylić z Wielką Rewolucją Francuską, ale skala zmian podobna. Najważniejsze dla Ciebie - że spowodowały lawinowe uruchamianie nowych kierunków studiów oraz różnicowanie programów studiów istniejących.Jeśli nie chcesz się pogubić przeglądaj uważnie nasz ”Informator Edukacja. Kuni-mini 2013” i korzystaj z wyszukiwarki i chmury tagów na .

Konwersatorium - forma zajęć oznaczająca, że wykładowca chciałby sobie porozmawiać na zajęciach ze studentami i mocno się denerwuje, jeśli nie znajduje z nimi wspólnego języka. Jeśli tak będzie - nie dostaniesz zaliczenia.

Konkurs świadectw - zabawa liczbowa zbliżona do sudoku, gdzie wygrywasz znajdując najlepszą konfigurację w kryteriach rekrutacyjnych na różnych kierunkach i uczelniach z punktu widzenia ocen na świadectwie maturalnym. Jeśli już jesteś po maturze i ten termin wywołuje rwanie włosów z głowy, przypomnij sobie przysłowie o mądrości, Polaku i poniesionych szkodach. Jeśli dopiero ją zdajesz - trzymamy mocno kciuki.
Kolokwium - albo „koło”, czyli studencka klasówka. Jego znaczenie najlepiej wyraża fraza używana przez rycerzy Władysława Łokietka do sprawdzania polskości mieszczan krakowskich: „soczewica, koło, miele, młyn”. Jak od pierwszego dnia studiów zafundujesz sobie solidny młyn nauki, to przetrwasz kolejne „koło”. Powinno być zapowiedziane, inaczej to „wejściówka”.

Konsultacje - ich termin zwykle umieszczony jest na drzwiach gabinetu wykładowcy. Oznacza, że można za nimi spotkać jego lokatora przy korzystnej konfiguracji planet Układu Słonecznego, wskaźnika WIG oraz liczby urodzeń świstaków w Tatrach. Jeśli taka koincydencja nastąpi - możesz oderwać wykładowcę od bardzo ważnych zajęć za biurkiem, żeby rozwiać swoje wątpliwości natury naukowej czy też organizacyjnej. Zastanów się, czy na pewno są one aż tak bardzo ważne, żeby z konsultacji skorzystać.
Karta obiegowa - buziak na pożegnanie uczelni po rozstaniu z licencjatem, inżynierem lub magistrem, ewentualnie z lądującym na zielonej trawce ex-studentem. Oczyszcza sumienie z zalegających książek z przeróżnych bibliotek, opłat i innych formalności. Oznacza także rozstanie z legitymacją studencką i ulgami przysługującymi żakom. Jej wypełnienie czasami dziwnie zbiega się z epidemią „gubionych” przez absolwentów legitymacji.
Karta osiągnięć studenta - autor słowniczka przez pięć lat studiów na jednym z prestiżowych uniwersytetów nie spotkał się z podobnym wynalazkiem. Zwykle wystarcza po prostu indeks, ale karta osiągnięć studenta na niektórych uczelniach bywa traktowana całkiem serio.
Kanclerz - zwykle na uczelni niepublicznej lub w państwowej wyższej szkole zawodowej. Czasami nawet ważniejszy od szefa wszystkich szefów z powodu spoczywającej na nim odpowiedzialności za czesne.
Kampania wrześniowa - jeśli ją zaczniesz, będzie oznaczało, że poległeś albo odniosłeś ciężkie rany w czasie sesji egzaminacyjnej. Ale nie martw się - podobno student bez egzaminu poprawkowego to pół studenta.

Juwenalia - wyobraź sobie, że oddajesz na dzień lub dłuższy czas klucze od mieszkania nie do końca zrównoważonemu krewniakowi. Przyglądasz się bez słowa jak imprezuje w najlepsze i jeszcze czasami podrzucasz zakąski i puszczasz muzę. Tak zachowują się władze miast, oddając studentom na czas juwenaliów symboliczne klucze do bram grodu. Koncerty, przemarsze szalonych korowodów, wystawy i inne imprezy - tego możesz oczekiwać podczas dni studenckich. Patrz: alkohol i życie studenckie.

Inżynier - Twoi rodzice zwykle kojarzą tytuł „inż.” z nazwiskiem Karwowski i wąsatym pantoflarzem budującym Dworzec Centralny w Warszawie. Trzeba się bardziej napracować niż na tytuł licencjata (ściślej mówiąc zwykle o semestr dłużej). Jednak na rynku pracy jest zwykle większy popyt na zawody techniczne, które zazwyczaj wiążą się z uzyskaniem tytułu inżyniera. Zobacz: www.Kuni-mini.net/techniczne
Indywidualna Organizacja Studiów (IOS) lub Indywidualny Tok Studiów (ITS). Bardziej konkubinat niż małżeństwo z uczelnią. Przychodzisz nawet na połowę zajęć kiedy pasuje Tobie i wykładowcy, zaliczasz ćwiczenia, kolokwia, egzaminy jak Wam obojgu odpowiada. Brzmi pięknie? Niekoniecznie. Niestety, albo trzeba ciężko pracować zawodowo, społecznie (sport, NGO’sy), ewentualnie naukowo (drugi kierunek, stypendium zagraniczne), albo mieć poważne komplikacje w życiu osobisym - przewlekła choroba, urodzenie dziecka i opieka nad nim, szczególna sytuacja rodzinna. Tak czy owak – sprawdź w stosownym regulaminie, komu IOS i ITS przysługuje na danej uczelni i jak się o niego ubiegać.
Indeks - zamiast „dzienniczka ucznia”. Kiedyś był małą, zazwyczaj zieloną książeczką. Coraz częściej to kolejna plastikowa karta do portfela, która może być jednocześnie legitymacją studencką czy sieciówką. Jest z Tobą przez całe życie studenta. Odnotuje każdą wpadkę i każdy triumf. Na wszelki wypadek po zakończeniu studiów schowaj go głęboko, żeby za 15 lat dziecko nie znalazło przed wywiadówką.
Immatrykulacja - takie „mianowanie na pierwszaka”. Będą „wszyscy święci”, wykład „na temat”, no i na pewno zobaczysz mnóstwo biretów. Jak będziesz mieć szczęście - dostaniesz indeks od samego szefa wszystkich szefów. Rektor wręcza indeksy studentom reprezentującym poszczególne wydziały. Masz też szansę zaśpiewać „Gaude Mater”.
Habilitacja - doktor z habilitacją to już taki „prawie profesor”. Oznacza, że wykazał się już w pracy doktorskiej i może zostać profesorem, przynajmniej uczelnianym.
Gaude Mater - przeraża Cię śpiewanie po łacinie? Spox, dasz radę. Lepiej poćwicz przed immatrykulacją i zabierz na nią kartkę z tekstem.