Rekrutacja - jeszcze 25 lat temu polegała często na uporczywym zniechęcaniu do studiowania, bo wyższe wykształcenie było śmietanką spijaną przez najzdolniejszych. Egzaminy przypominały wielostopniowy nabór do międzynarodowych korporacji. Może dlatego, że ich wtedy w kraju nie było. Mniej więcej wtedy, kiedy się pojawiły korporacje, wprowadzono niestacjonarne studia płatne na uczelniach publicznych i uczelnie komercyjne, niepubliczne. Dla części uczelni rekrutacja stała się okazją do połowów czesnego. Płacisz - studiujesz. Jeśli płacisz i się uczysz, a czasami tylko płacisz - dostaniesz mgr przed nazwiskiem. A teraz? Teraz nie mamy egzaminów wstępnych, bo liczy się najczęściej wynik matury - patrz konkurs świadectw. Wprowadzono też system boloński. Co więc teraz mamy? Niż demograficzny.