Kompletna porażka rządowych praktyk studenckichPremier Ewa Kopacz obiecała 16 tys. miejsc na praktyki studenckie, które miały być organizowane w ministerstwach, urzędach centralnych i wojewódzkich. Na papierze wszystko wyglądało doskonale: mnogość ofert, możliwość zdobycia cennego doświadczenia zawodowego przez studentów, brak kosztów dla urzędów, itd. Okazuje się jednak, że chętnych na praktyki po prostu nie ma. Powód? Problemy organizacyjne...

Wydawać by się mogło, że praktyki w jednostkach administracji publicznej będą bardzo popularne wśród studentów. Nieliczni chętni zgłaszają się jednak głównie do ministerstw. – Ze względu na niewielkie zainteresowanie uczelni praktykami studenckimi duża część zamieszczonych ofert nie zostaje wykorzystana – mówi Wioletta Olszewska z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Ministerstwo Sportu i Turystyki opublikowało na swojej stronie 25 ofert praktyk dla studentów – zgłosiła się zaledwie jedna osoba! Pozostałe urzędy radzą sobie równie kiepsko:
  • Mazowiecki Urząd Wojewódzki – na 71 ofert (ze 107) nie wpłynęła ani jedna oferta.
  • Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki – 41 ofert praktyk i tylko 1 osoba zainteresowana.
  • Łódzki Urząd Wojewódzki – na 71 ofert praktyk aplikowało 21 osób.
  • Świętokrzyski Urząd Wojewódzki – 30 ofert praktyk i tylko 4 aplikacje.

Szukamy winnych
Wiele osób zapewne wyrobiło już sobie opinię i winą za niepowodzenia rządowego programu obarczyło w całości studentów, którzy nie chcą pracować za darmo „ku chwale ojczyzny”. Okazuje się jednak, że to nie wina żaków. – Niewielkie zainteresowanie wynika z faktu, że ogłoszenia o praktykach zostały opublikowane dopiero na przełomie maja i czerwca. Tymczasem zgodnie z wytycznymi opiekunów praktyk z ramienia uczelni studenci powinni uzyskać zgodę organizatora na przyjęcie najpóźniej do końca kwietnia – tłumaczy Agata Wojda, rzecznik wojewody świętokrzyskiego.

Można zatem dojść do prostego wniosku: wina za niepowodzenie spada na poszczególne urzędy, które zbyt późno opublikowały ogłoszenia na swoich stronach. Brzmi całkiem sensownie, prawda? Problem w tym, że także urzędy nie są niczemu winne, a cały ciężar winy spada na Radę Ministrów, która raczyła przyjąć odpowiednie zarządzanie w sprawie organizacji praktyk dopiero w marcu – na rządowej platformie ogłoszenia o praktykach można było zacząć zamieszczać zatem w pierwszej połowie maja, a to zdecydowanie za późno.

Pracodawcy z sektora prywatnego organizują nabór na praktyki znacznie wcześniej. – Większość dużych firm już w marcu. Od tego czasu można składać aplikacje. W kwietniu wiadomo, kto został wytypowany. Potem studenci mogą spokojnie zająć się sesją – mówi Mateusz Mrozek, przewodniczący Parlamentu Studentów RP. Warto dodać, że praktyki studenckie są obowiązkowe, więc studenci starają się wybierać oferty największych i najbardziej rozpoznawalnych przedsiębiorstw, które zagwarantują im zarówno możliwość zdobycia odpowiedniej wiedzy i umiejętności, jak i cenny wpis do CV i referencje. Motywacją są także pieniądze. – Do dużych kancelarii prawniczych zgłasza się najczęściej od 30 do 50 kandydatów na miejsce, ale są to praktyki płatne – mówi Michał Bałdowski, dyrektor ds. programu praktyk krajowych ELSA Poland.

Są winni, ale kto ich ukarze?
Program rządowych praktyk nie przewidywał wynagrodzenia dla studentów, więc teoretycznie nie przyniesie on wielkich strat materialnych. Kolejny raz zmarnowano jednak świetną okazję do skutecznego wsparcia procesu wkraczania młodych ludzi na rynek pracy. Polski rząd zapomniał o realiach otaczającego świata i wyszedł z założenia, że studenci powinni "zabijać się” o możliwość odbycia darmowych praktyk w urzędach wojewódzkich czy w poszczególnych ministerstwach.

Gargantuicznym problemem okazał się ponadto aspekt promocji całego programu w środowisku akademickim. Samo zamieszczenie newsa na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego raczej nie wystarczy, żeby przebić się przez potok informacji płynących z mediów. Nie pomogła także płomienna mowa Ewy Kopacz, która obiecywała tysiące miejsc na praktyki studenckie.

Jak zatem podsumować rządowy program? Najlepsza chyba będzie parafraza słów pewnej piosenki Budki Suflera: „I z praktyk wyszło dno, zero, czyli nic.”

Źródło: Rzeczpospolita (rp.pl)