Plagiaty na polskich uczelniach – wywiad z prof. Tadeuszem GrabińskimProblem plagiatów na polskich uczelniach nie jest zjawiskiem nowym, gdyż mamy z nim do czynienia już od wielu lat. Skala tego procederu stale jednak rośnie, a na horyzoncie trudno doszukiwać się choćby promyka nadziei na jego skutecznie zahamowanie. Na temat plagiatów, studenckich sztuczek na oszukanie programów antyplagiatowych oraz kształtu współczesnych prac dyplomowych postanowiliśmy porozmawiać z profesorem Tadeuszem Grabińskim, autorem opublikowanego niedawno raportu „Analiza skuteczności i funkcjonalności wybranych systemów antyplagiatowych dostępnych na polskim rynku”.

Miłosz Szkudlarski: Panie profesorze, czy polskie uczelnie mają obecnie do dyspozycji skuteczne narzędzie, które pomogłoby im wyeliminować ze środowiska akademickiego coraz powszechniejsze zjawisko plagiatu?

Prof. Tadeusz Grabiński: Polskie uczelnie wykorzystują kilka programów antyplagiatowych, ich skuteczność niestety nie jest wysoka. Wykorzystują zbyt proste metody analizy tekstów, więc ich główną zaletą jest prędkość, toteż można je oszukać, stosując prymitywne „sztuczki” z tekstem. Instrukcje jak to zrobić, łatwo można znaleźć na forach internetowych. A przecież znane są algorytmy bardziej skuteczne i odporne na modyfikacje tekstu, tyle że wymagają dłuższej analizy, a to się przekłada na wyższe koszty.
Z tego nie należy jednak wyciągać wniosku, że działania zmierzające do ograniczenia plagiatów skazane są na niepowodzenie. Mamy już w Polsce nowe programy antyplagiatowe, które wykorzystują wyrafinowane narzędzia analizy, np. system Genuino. Jest odporny na zmiany szyku wyrazów, synonimy, mikrospacje i litery z obcych alfabetów.

Pana raport „Analiza skuteczności i funkcjonalności wybranych systemów antyplagiatowych dostępnych na polskim rynku” dość dobitnie pokazał, że każdy z analizowanych systemów ma swoje wady i braki, które nieuczciwi studenci i doktoranci mogą wykorzystać. Czy powstanie Ogólnopolskiego Repozytorium Prac Dyplomowych rozwiąże ten problem?

Utworzenie ORPD to znakomity pomysł. Jest to warunek zwiększenia skuteczności programów antyplagiatowych. Uczelnie stosują różne systemy antyplagiatowe, a każdy ma swoją własną bazę tekstów. Co oznacza, że wyniki analizy mają niewielką wartość diagnostyczną. Baza ORPD, czyli baza wszystkich prac obronionych w kraju z długiego okresu zwiększy porównywalność wyników z różnych uczelni.
Szkoda tylko, że w ślad za decyzją o utworzeniu ujednoliconej bazy tekstów nie podjęto decyzji o wyborze jednego programu antyplagiatowego, przy pomocy którego analizowano by wszystkie prace.
A skoro tak się nie stało, może że takie narzędzie powinno działać w Ministerstwie niezależnie od programów antyplagiatowych na poszczególnych uczelniach? Pomogłoby porównywać wyniki uzyskane z różnych systemów.

Wielu studentów zgodnie jednak twierdzi, że większość ich prac dyplomowych ma charakter typowo odtwórczy i trudno oczekiwań od nich unikalnych wniosków w danym temacie. Czy taki argument uznaje Pan za rozsądny i rzeczowy w dyskusji nad kształtem prac dyplomowych?

Na ten temat warto dyskutować. Rzeczywiście nikt nie oczekuje, że prace dyplomowe będą stanowiły podstawę do otrzymania nagrody Nobla. Ich celem jest opanowanie metod pozyskiwania informacji, zapoznanie się z narzędziami ich obróbki, przeprowadzenie analizy zebranych materiałów i sporządzenie opracowania zawierającego opis tych działań. W pierwszej części pracy przecież przedstawia się aktualny stan wiedzy w podjętym temacie wykorzystując i cytując inne prace.
Dlatego też każda praca częściowo będzie miała charakter odtwórczy. Należy akceptować nawet wysoki wskaźnik zapożyczeń, o ile jednak wynika on z wykorzystania wielu umiejętnie dobranych źródeł. Natomiast trzeba zwalczać tzw. plagiat jawny, gdzie większość lub wszystkie zapożyczenia pochodzą tylko z jednego źródła.
Dlatego uważam za błędne podejście, które jest praktykowane na wielu uczelniach a polega na ustalaniu granicznych wskaźników antyplagiatowych. Dopuszcza się pracę do obrony jeśli np. wskaźnik nie przekroczy 20 proc. a jeśli wskaźnik jest wyższy – odrzuca jako plagiat. Tymczasem o ile te zapożyczenia są efektem przepisania tekstu tylko z jednego źródła, pracę rzeczywiście należałoby odesłać do poprawy. Jeżeli natomiast na ten wskaźnik splagiatowania składają się zapożyczenia z wielu prac – np. opublikowanych w wydawnictwach z Listy Filadelfijskiej, trzeba by to uznać za duży walor pracy.

Przepisywanie cudzych fragmentów prac dyplomowych, stosowanie synonimów i inne zabiegi edytorskie to chyba najpopularniejsze metody na oszukanie systemów antyplagiatowych. Jak jednak walczyć ze zjawiskiem "outsourcingu dyplomowego", czyli zlecaniem przez studentów napisania pracy innej osobie lub firmie?

Sposobem na ograniczenie tego procederu jest stosowanie zaawansowanych programów antyplagiatowych wykorzystujących kompletne megabazy tekstów prac dyplomowych. Działalność tych firm „outsourcingowych” polega zazwyczaj na kompilowaniu tekstów pochodzących z prac nie znajdujących się w bazach dostępnych dla programów antyplagiatowych.
Im bardziej rozbudowane będzie ORPD, tym trudniej będzie tym firmom oferować „produkty” z gwarancją dobrego wyniku w protokole antyplagiatowym. W związku z tym dziwię się, dlaczego w ORPD nie magazynuje się wszystkich prac znajdujących się w zasobach uczelni ale przyjęto że znajdą się tam tylko prace obronione po 2009 roku.
Studentom natomiast trzeba zadać pytanie, czy chcą mieć tylko papierek ze studiów, i czy nie lepiej zdobyć konkretne umiejętności, które nabywa się w trakcie pisania pracy dyplomowej a które mogą się im przydać w pracy zawodowej.
I jeszcze najważniejszy warunek - aby studenci byli przekonani, że warto samodzielnie napisać pracę dyplomową, trzeba aby tematy seminariów dyplomowych miały możliwie wiele elementów wdrożeniowych i aby w jak największym stopniu odpowiadały oczekiwaniom pracodawców.
Dlatego uważam, że tematy prac nie powinny być ustalane przez prowadzących seminaria lecz przez pracodawców, urzędy pracy, organy samorządowe, czy stowarzyszenia zawodowe.

Plagiat dość jednoznacznie kojarzy się nam z niesamodzielnym przygotowaniem pracy licencjackiej lub magisterskiej. Zjawisko to jest jednak również powszechne wśród doktorantów i profesorów. Pozostaje zatem zadać pytanie: czy ich prace również powinny być poddawane analizie pod kątem plagiatu?

Odpowiedź jest oczywista - bezwzględnie tak. Co więcej, należałoby od tego rozpocząć. Teraz mamy sytuację kiedy od uczniów wymaga się więcej niż od nauczycieli. Wiem, że wprowadzenie zasady analizy oryginalności prac naukowych (ten termin lepiej wg mnie brzmi, niż „analiza antyplagiatowa”) może się spotkać z oporem środowiska akademickiego.
Ale czy nie lepiej byłoby mieć do wszystkich swoich publikacji dokumenty stwierdzające, że nasze prace cechują się wysokim poziomem oryginalności?
W mojej uczelni wszyscy studenci, z definicji mają prawo do dwóch bezpłatnych antyplagiatowych analiz swojej pracy. Gdybym ja chciał w podobny sposób przeanalizować swój artykuł, monografię, czy ekspertyzę, musiałbym to zrobić na własny koszt.
Trzeba przy tym pamiętać, że analiza oryginalności prac naukowych przy pomocy narzędzi lingwistycznych nie jest zadaniem prostym. Jej wyniki należy traktować z dużą ostrożnością.
Nie da się napisać pracy naukowej bez sięgania do źródeł zewnętrznych. Prace o bardzo niskim poziomie wykorzystania literatury przedmiotu należy raczej skrytykować, niż pochwalić. Ważne są także źródła z których się korzysta. Chodzi tu nie tylko o ich ilość, ale bardziej o jakość.
Powinno to się odbywać w taki sposób: najpierw analiza stopnia oryginalności pracy, która pozwoli zobaczyć z jakich źródeł, w jakim stopniu i w jakim kontekście autor pracy korzystał. Ale ocena czy te informacje świadczą o pracy negatywnie, czy pozytywnie nie może być automatyczna. O tym powinni decydować recenzenci.

Masz swoje zdanie na temat plagiatów? Wypowiedz się w tym temacie:

Komentarze obsługiwane przez CComment

читать далее

посмотреть

купить диплом в Ставрополе