10 największych błędów wykładowcyMyślisz, że wykładowcy są ludźmi idealnymi i nie popełniają w swojej pracy żadnych błędów? Mamy w takim razie coś, co przekona Cię, że jest zupełnie inaczej... Przedstawiamy listę „10 największych błędów wykładowcy”!

1. "Mój przedmiot jest najważniejszy, więc obecność na wykładzie jest obowiązkowa".
Przekonanie o wyjątkowości własnego przedmiotu jest domeną wielu polskich profesorów oraz doktorów. Niestety, studenci mogą mieć w tym temacie zupełnie odmienne zdanie i trudno odmówić im racji w wielu przypadkach. Studentów kierunków technicznych trudno bowiem zainteresować aspektami socjologicznymi i mechanizmami funkcjonowania społeczeństwa. Taki wykład jest dla nich tylko stratą czasu...

2. "Na wykład przyszło tylko 10% grupy. Ok, im zaliczę egzamin, a reszta niech się męczy".
Niesprawiedliwa forma oceniania studentów to kolejny z błędów, jaki może popełnić wykładowca. Kto zagwarantuje, że w tej nielicznej grupie są wyłącznie osoby, które faktycznie regularnie uczęszczają na zajęcia?

3. "Zestaw pytań z 1995 roku nadal jest świetny. Po co mam go zmieniać?"
Wielu wykładowców narzeka, że poziom wiedzy współczesnych studentów systematycznie się obniża. Wykładowcy nie dostrzegają jednak, że często sami są za to odpowiedzialni – przynajmniej pośrednio. Stosowanie od wielu lat tego samego zestawu pytań na egzaminie nie zmusza studentów do systematycznej nauki, robienia notatek, czytania książek, etc. Skoro wystarczy nauczyć się kilku odpowiedzi „na pamięć”, to po co się męczyć? Są ciekawsze formy spędzania czasu wolnego...

4. "Studenci są dla mnie, a nie ja dla studentów".
Na zachodnioeuropejskich lub amerykańskich uczelniach stosunki między studentami a wykładowcami są zdecydowanie inne od tych, jakie panują w Polsce. Partnerskie traktowanie, liczne dyżury, stały kontakt, pomoc w nauce – tak wygląda to na Zachodzie. A u nas? Dyżury za karę i kontakt ze studentem ograniczony do absolutnego minimum. Warto jednak dodać, że wielu młodych wykładowców podchodzi do tego tematu w zupełnie inny, znacznie nowocześniejszy sposób. Ich postawa przyczynia się zatem do poprawy jakości procesu kształcenia w Polsce.

5. "Ciekawy wykład? Przeczytam to, co mam powiedzieć i będzie ok".
Wyobrażacie sobie coś gorszego od nudnego wykładu, na którym obecność jest obowiązkowa? Forma prowadzenia zajęć ma zasadniczy wpływ na zachowanie studentów zgromadzonych na sali. Jeśli jest ciekawa, to można być pewnym, że zgromadzi się na nim pokaźna grupa zaciekawionych studentów, aktywnie uczestniczących w dyskusji. Gdy jednak wykład jest nudny, monotonny i polega głównie na czytaniu z kartki, to trudno liczyć zainteresowanie ze strony młodych ludzi.

6. "Egzaminy ustne to strata czasu. Lepiej zrobić test jednokrotnego wyboru".
Fakt, przeprowadzenie egzaminu ustnego w wielu przypadkach jest po prostu niemożliwe. Bardzo liczna grupa studentów, specyfika przedmiotu i odgórne zalecenia władz wydziału mogą skutecznie pokrzyżować plany przeprowadzenia egzaminu ustnego. Jego niewątpliwą zaletą jest jednak bezpośredni kontakt ze studentem oraz możliwość ocenienia zarówno samej wiedzy, jak i konkretnych umiejętności (np. kreatywności i zaradności) żaka. Testy zostawmy uczelniom amerykańskim...

7. "Student chce łączyć pracę ze studiami? Nie, tak się nie da".
Część wykładowców uważa, że łączenie studiów z pracą jest niemożliwe. Student powinien się skupić wyłącznie na zdobywaniu wiedzy, a pracę należy zostawić na późniejszy okres życia. Jak jednak student ma wejść na rynek pracy z samym dyplomem licencjata lub magistra? Zniechęcanie żaków do aktywności zawodowej w czasie studiów jest ogromnym błędem, który powinien ostatecznie zniknąć z polskich uczelni.

8. "Dzisiejsza młodzież nie jest zainteresowana zdobywaniem wiedzy".
Przyczyn tego stanu rzeczy można doszukiwać się w wielu wcześniejszych błędach, np. nudnych wykładach i niezwykle prostych egzaminach, które nie wymagają od studentów żadnego zaangażowania i wysiłku. Wykładowcy zrzucają jednak bardzo często całą winę na szkoły gimnazjalne i ponadgimnazjalne oraz na rodziców, którzy nie interesują się procesem wychowania swoich dzieci. Zapominają jednocześnie, że część winy leży także po ich stronie...

9. "Aspekt dydaktyczny to tylko dodatek do mojej pracy – najważniejsze są granty!”.
„Polski wykładowca, czyli w pogoni za grantem” - gdyby jakiś znany reżyser chciał kiedyś nakręcić film o realiach funkcjonowania na polskiej uczelni, to byłby to doskonały tytuł. Walka o granty niesie jednak za sobą wiele zagrożeń, gdyż wielu naukowców zaczyna jednocześnie zaniedbywać aspekt dydaktyczny swojej pracy. Cierpią na tym zarówno sami studenci, jak i poziom kształcenia w całym szkolnictwie wyższym. Niestety, problem ten zawdzięczamy głównie resortowi nauki...

10. "Doktorant to mój niewolnik”.
Mówiąc krótko i zwięźle: polski doktorant nie może narzekać na luksusy – wiele uczelni postanowiło bowiem zlikwidować stypendia doktoranckie, które stanowiły swego czasu główne źródło utrzymania dla wielu osób, którym marzyła się kariera naukowca/wykładowcy. Doktoranci zostali w ten sposób zmuszeni do „dorabiania na boku” i nikogo już nie dziwi, że można ich dzisiaj spotkać w praktycznie każdej branży (z gastronomiczną włącznie). Ich trudną sytuacją nie przejmują się również profesorowie, którzy często wykorzystują opracowane przez nich materiały we własnych publikacjach.

Komentarze obsługiwane przez CComment