phoca_thumb_s_mlodzi_ludzieNie zanosi się na masowe wyjazdy maturzystów na studia za granicą. Młodzi wolą studiować w Polsce, bo tu jest łatwiej, taniej i wśród swoich. Inaczej rzecz się ma z wyjazdami na pół roku czy rok, np. z Erasmusa, których uczestnicy zwykle są traktowani ulgowo więc można wybrać, czy uczyć się, czy imprezować.

 
 
Wyniki tegorocznej matury mogłyby wskazywać, że na zagraniczne studia ruszy tłum maturzystów. Z języków obcych wypadli doskonale, a zagraniczne uczelnie wyższe dostrzegły atrakcyjny rynek i same szukają kandydatów w Polsce: reklamują się w prasie, na targach edukacyjnych, przygotowały informatory po polsku.

Na zapał młodych Polaków do studiowania za granicą wskazują też niedawne alarmujące doniesienia brytyjskiej prasy, że studenci z krajów "nowej Unii" zabierają miejsca na brytyjskich uczelniach miejscowym. W kończącym się roku akademickim na Wyspach studiowało 499 Polaków, podczas gdy rok wcześniej było ich tylko 85.

Według różnych źródeł za granicą studiuje od sześciu do dziewięciu tysięcy Polaków (to jednak głównie uczestnicy czasowej, np. semestralnej wymiany między uczelniami, a nie pełnowymiarowych studiów stacjonarnych), ale, jak twierdzi rektor UJ prof. Franciszek Ziejka, "liczba ta szybko nie wzrośnie".

To, że liczba Polaków uczących się za granicą, mimo otwarcia Unii, utrzymuje się wciąż na marginalnym poziomie, potwierdzają sondaże. W porównaniu z ubiegłym rokiem tych, co chcą się uczyć za granicą jest nawet... mniej. Jak wynika z raportu AIG OFE i "Gazety" "Młodzi 2005" ponad połowa 19-, 26-latków stanowczo chce uczyć się w Polsce. Niewiele ponad 30 proc. rozważa wyjazd, a tylko co dwudziesty jest zdecydowany uczyć się za granicą (chodzi zarówno o studia, jak i zagraniczne kursy językowe, szkolenia itp.).

Po angielsku, ale w Polsce

Skąd ta niechęć do wyjazdów? - Nauka za granicą nie jest już tak atrakcyjna dla młodych, jak jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu - mówi Tomasz Karoń, socjolog. Jeszcze kilka lat temu, gdy ktoś wyjechał, łyknął trochę świata, wracał do Polski jak gwiazda - zagraniczne wykształcenie zapewniało szybką karierę. Na pytanie, dlaczego studia za granicą są atrakcyjniejsze niż w Polsce, młodzi odpowiadali, że tamtejsze uczelnie "uczą uczyć" - czyli wyszukiwać informacje i wyciągać wnioski, a nie jak w Polsce kuć na pamięć. Ale to się zmieniło. Systemy i sposoby studiowania wyrównują się - mówi Karoń.

Może być też jeszcze jeden powód: choć młodzi uczą się zachodnich języków obcych od podstawówki, a przed maturą masowo dokształcali się na kursach językowych, to przynajmniej na początku studiów za granicą musieliby zdwoić wysiłek, żeby przyswoić wiedzę w obcym języku.

Z drugiej strony polskie uczelnie, które zaczynają borykać się z niżem demograficznym, też zaczynają aktywnie zabiegać o studentów: udoskonalają programy, wprowadzają "modne" kierunki, wykłady w językach obcych, np. Politechnika Warszawska po angielsku uczy informatyków i mechaników, a UW od nowego roku akademickiego - psychologów. Z kolei UJ zapowiada, że za kilka lat "Europa będzie trząść portkami przed doskonale wykształconymi językowo studentami z Krakowa", bo tworzone właśnie Jagiellońskie Centrum Językowe zrewolucjonizuje starzejący się system nauczania języków.

Rodzina wsparciem silna

Młodych do masowych wyjazdów na studia nie zachęca również to, że gdy mają status studenta w krajach, które zamknęły przed nami swoje rynki pracy, stosunkowo łatwo jest im znaleźć legalną posadę.

Wabikiem nie jest też wizja kariery na Zachodzie. Teraz i w Polsce można odnieść "światowy" sukces w międzynarodowych firmach, gdzie ścieżka awansu zawodowego jest podobna jak w zagranicznych oddziałach. - Choć Polska od lat jest postrzegana jako kraj, gdzie w znalezieniu pracy liczą się układy i koneksje, młodzież doskonale wie, że na Zachodzie zrobienie kariery nie jest łatwe - komentuje Karoń. - Poza tym studia za granicą oznaczają obce środowisko, bez znajomych, rodziny. A jeśli studiowanie w Polsce jest znacznie tańsze, daje podobną wiedzę i możliwości, to po co wyjeżdżać?

Za granicę tylko na semestr

Wśród młodych coraz większą popularność zdobywa inny wariant - krótkotrwały wyjazd w ramach europejskiego programu Socrates/Erasmus. Maturzyści rozpoczynają studia w Polsce, po czym jadą na semestr lub rok na zagraniczną uczelnię. Jak wynika z danych Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, która prowadzi największy program wymiany Socrates/Erasmus, w roku akademickim 2003/2004 wyjechało nieco ponad 6 tys. studentów. Od sześciu lat, kiedy uruchomiono Socratesa, liczba ta wzrosła czterokrotnie.

Ale i tu młodzi zaczynają wybrzydzać. Do programu przystępuje coraz więcej uczelni, oferta jest coraz bogatsza. Na najbardziej prestiżowe uczelnie w Anglii czy Francji są listy rezerwowe, ale na mniej popularne czasem brakuje chętnych.

Zmienia się też stosunek niektórych studentów do takich wyjazdów. Początkowo dla większości Erasmus oznaczał prestiżowe stypendium, na którym można podnieść kwalifikacje. Dziś, gdy program stał się bardziej dostępny, coraz więcej młodych zaczyna traktować wyjazd jako przerwę w nauce, aby nie przemęczając się skorzystać z życia, poznać rówieśników z innych krajów, a przy okazji podszkolić język.
 
źródło: GazetaPraca.pl