Pomysł na studiaNajpierw studia i praca. Przy odrobinie szczęścia ślub po trzech latach i kupno mieszkania, potem już z górki. A gdyby tak można wszystko zostawić? Uczyć się za granicą, zobaczyć miejsca, które inni oglądają tylko w kolorowych magazynach. Poczuć się wolnym, szczęśliwym, a czasem żyć z dnia na dzień. Weronika Roksz i Karol Janas właśnie tak zrobili.

Zwykły, szary dzień. Wagon pociągu Szybkiej Kolei Miejskiej wypełnia się studentami. Patrzą na świat przez podrapaną szybę i marzą, by ich życie przebiegało zgodnie z planami, które sobie wytyczyli. Niektórzy rozmawiają o dalekich podróżach, życiu z dnia na dzień, jednak większość tych młodych ludzi ponownie spotyka się w tym samym przedziale i nigdy nie wyjeżdża poza wyznaczoną stację. Ale wciąż są i tacy, którzy nie boją się zaryzykować. Wychodzą poza utarte schematy i nie pozwalają, by nad ich życiem przejęła kontrolę „naturalna kolej rzeczy”.

Nie warto się spieszyć

Wśród znajomych Weroniki panuje przekonanie, że trzeba studiować, bo inaczej nie znajdzie się pracy. Nieważne jaki kierunek, bo przecież liczy się tytuł magistra i kolejny wpis w CV. Ona sama uważa, że taki wybór na oślep to strata czasu. – Interesuję się grafiką komputerową, a tutaj bardziej niż wykształcenie liczy się doświadczenie i realizacja konkretnych projektów. Poza tym wydaje mi się, że podczas kursów nauczę się więcej i znacznie szybciej – mówi Weronika. Zastanawiała się nad Akademią Sztuk Pięknych, ale po rozmowach z absolwentami stwierdziła, że to strata czasu. W wakacje odebrała świadectwo maturalne oraz dyplom technika plastyka, a potem zamiast rzucać się w wir składania podań, zaczęła pakować walizki.

Viva Espania

Myśl o wyjeździe do Hiszpanii pojawiła się już na początku szkoły średniej. – Miałam trochę łatwiej niż moi rówieśnicy, bo moja siostra tworzy w Hiszpanii scenografie do gier komputerowych. W wakacje jeździłam do niej i odbywałam staże, poznając coraz lepiej wymarzoną pracę. To tylko potwierdziło, że studia mogą poczekać – opowiada.

Skorzystała z okazji i nie żałuje. Weronika mieszka w Hiszpanii i razem z siostrą tworzy świat gier komputerowych. – Producentem gier jest akurat amerykańska firma. A grafiki maluje w programie do grafiki 2D. Przygotowuje się do tego, by w przyszłości samodzielnie prowadzić taki projekt. Poza tym już uczy się modelowania 3D i myśli o poszerzeniu wiedzy z dziedziny postprodukcji i animacji. W międzyczasie poszukuje dziedziny, w której mogłaby być specjalistką.

A poczucie straconego czasu? – Nie mam o nim zielonego pojęcia. – odpowiada z uśmiechem na twarzy i dodaje – Czuję, że to, co robię zaowocuje w przyszłości i pewnie nauczę się trochę więcej niż niektórzy moi znajomi na studiach. Poza tym w końcu znajdę coś, co mi sprawia największa przyjemność i właśnie w tym kierunku będzie podążała moja kariera zawodowa.
 
Dziekanka to nie koniec świata…


Ale skutecznie umożliwia wyjazd do miejsc, gdzie życie biegnie zupełnie inaczej. Przekonał się o tym Karol Janas, absolwent Politechniki Gdańskiej i student Uniwersytetu Gdańskiego. Jak sam opowiada, od zawsze wiedział, że najpierw pójdzie do podstawówki, potem do liceum i na studia. W końcu tak postąpili jego rodzice i znajomi. Czemu on miałby zrobić inaczej? – To było tak naturalne jak to, że jem śniadanie. Wybór studiów po części wiązał się z tym, że po liceum nie miałem żadnego zawodu. Brakowało mi też pomysłów na cokolwiek innego. 

Poza tym uważa, że studia mogą być szansą nie tylko na rozwój, ale i zdobycie dobrze płatnego zawodu. Pytanie tylko czego oczekuje się od życia i czy praca, która cię pochłonie da tyle samo radości i satysfakcji. Grunt to wiedzieć czego się chce. Karol jeszcze nie do końca to wiedział, mimo to postanowił spróbować. Wybór padł na mechanikę i budowanie maszyn.

Świadomy wybór

Pierwszy raz wziął dziekankę, gdy na horyzoncie pojawił się siedmiomiesięczny rejs po Oceanii. Już wtedy wiedział, że zrobi wszystko, by popłynąć. – Widziałem miejsca, o których większości ludzi w Polsce pewnie się nawet nie śni. Dowiedziałem się dużo o świecie i o sobie samym. Uwierz mi, że wtedy nauczyłem się więcej niż w jakimkolwiek innym roku życia – przekonuje Karol.

Ciągłe przekraczanie granic i odkrywanie nowych pasji to marzenie niejednego człowieka. Może dlatego Karol jest przekonany, że ten wyjazd to jedna z jego najlepszych decyzji. Kuni-mini oczywiście skończył. I wkrótce podjął drugie. Tym razem wybrał antropologię, która ściśle wiąże się z jego zainteresowaniami. Z bólem serca przerwał i te studia, gdyż kolidowały z pracą. – Chciałbym je skończyć, ale zdaje sobie sprawę, że nie będzie łatwo pogodzić studiów i pracy, zwłaszcza, że te dwa kierunki zupełnie się nie pokrywają – mówi Karol.

Rok temu wyjechał do Kristiansandu w Norwegii. Znalazł tam pracę, poznał wspaniałych ludzi i zaplanował kolejną podróż. Niedawno opłynął Przylądek Horn i to na pokładzie Nektona,  którym wcześniej podbijał Oceanię. Co dalej? –Pewnie nie wrócę po mojej dziekance. Mam tylko urlop z pracy. Z rejsu wracam w marcu i pewnie zostanę w Norwegi jeszcze kilka miesięcy, a może i lat? – dodaje.

Kuni-mini mogą być wspaniałym czasem, zwłaszcza gdy wybieramy naszą dalszą drogę świadomie. Ale na stałą pracę i poukładane życie zawsze będzie czas. Jak pokazują historie Weroniki i Karola czasem warto zejść z utartej ścieżki, zobaczyć co kryje się tuż za rogiem, w innej dzielnicy, mieście czy kraju.  A może nawet tam zostać?



Jeśli chcecie zrobić sobie przerwę albo nie macie jeszcze pomysłu na swoją przyszłość, to mamy dla Was jeszcze jedną propozycję: Gap year. Jest to termin, który odnosi się do okresu pomiędzy konretnymi etapami życia, np. w trakcie studiów, przed ich podjęciem lub po ich skończeniu. Czas ten jest wykorzystywany na zdobycie doświadczenia w nowym, odmiennym środowisku i kulturze, jako nauka samodzielności czy też realizacja marzenia o „podróży życia”.



cdn logoAutorką reportażu jest Aleksandra Arendt, dziennikarka studenckiej gazety internetowej „CDN”.